Jak internet i strony edukacyjne wpływają na cele lekcji?

strony edukacyjne

Miało być ambitnie, ale po kolejnym długim weekendzie ciężko się (nadal) pozbierać, więc… będzie praktycznie i o przyszłości. Nie, nie porywam się określić jak będzie ona wyglądała, gdyż nie jest to proste zadanie, a ilość wątków, które można byłoby rozwinąć przyprawia o ból głowy, w samej tylko kwestii ich wyboru. Do rzeczy! Dzisiaj będzie o… internecie! Nie tym, który znamy, ale o tym który nadciąga… o internecie rzeczy (ang. „Internet of Things”).

Internet ewoluuje każdego dnia. Jego początek to projekt połączeń, które dzięki swojej rozproszonej infrastrukturze (bez jednego miejsca bazowego), miały przetrwać nawet uderzenie nuklearne. Kolejny etap to lata 90-te i powstanie World Wide Web (notabene parę dni temu obchodzono 20-lecie jego powstania), czyli graficznego opisu strony. Od tego momentu zasoby można było przeglądać w wygodny i miły dla oka sposób. Problemem nadal pozostawał zasięg, czyli ilość osób podłączonych do sieci (w latach 90-tych to głównie ośrodki akademickie oraz firmy), oraz szybkość transmisji (9600 bit/sek była w tamtym czasie standardem w Europie). Początek lat 2000 to szybki rozwój szybkości łącz a koniec pierwszej dekady tych lat to ekspansja mobilna (de facto rozpoczęta wypuszczeniem pierwszego iPhone przez Apple a później tabletu iPad). Internet jest już wszędzie, ale mało kto wie, że podbój zaczął internet rzeczy.

Wyobraźmy sobie sytuację, że bez pośrednictwa człowieka, nasze grzejniki, samochody, buty czy liczniki będą wyposażone w układy, które będą komunikować się z Internetem. Weźmy samochód. Od razu narzuca się myśl związana z lokalizacją. To już robi GPS np. w nawigacji samochodowej, ale jeżeli samochód będzie komunikował się z innymi i dodamy do tego aplikację, która będzie nadzorowała ruch samochodów i zarazem sterowała sygnalizacją świetlną, może tak ustawić jej pracę, by ruch odbywał się w najbardziej optymalny sposób. Bez interwencji człowieka. Co więcej, podczas wykrycia wady, auto samo wyśle sygnał do warsztatu i nawet, synchronizując z kalendarzem właściciela, wolny termin umówi nas w warsztacie! Kolejny przykład. Nauczyciel wprowadza zadanie przeczytania lektury. Książka, być może już e-book, sama zgłasza informacje, kto i ile z uczniów już przeczytał i analizując sytuację, sam dziennik podsuwa temat zajęć i dobiera ćwiczenia.

Świat z pewnością się zmieni i zmieniać się będzie nadal. Czy w pożądanym przez wszystkich kierunku? Co z kwestiami bezpieczeństwa i anonimowości jednostki? Internet rzeczy niesie wiele udogodnień i otwiera nowe obszary do wykorzystania, o których dzisiaj, być może nawet nie myślimy. Jednym z nich są choćby strony edukacyjne i specjalne grupy w mediach społecznościowych, które wyróżniają się znaczną wartością edukacyjną. Jest to istotna kwestia, ponieważ mamy dostęp do informacji, które pozwolą pozytywnie wpłynąć na wykorzystywane metody i środki do prowadzenia zajęć. W ten sposób cele lekcji mogą być osiągane, dzięki kreatywnym rozwiązaniom i pomysłom, którym obce jest opieranie się tylko wyłącznie o suchy przekaz wiedzy.

 

Niestety internet niesie też sporo zagrożeń. Jak to będzie? Już niedługo mamy szansę się przekonać, gdyż eksplozję tego rodzaju usług zapowiada się na lata 2020-2025.

    Komentarze